niedziela, 21 stycznia 2018

"Nie mogę tu mieszkać..."



Każda przeprowadzka jest trudna. Tu problemy się spiętrzyły – kto przewiezie? Kto będzie nosił (z czwartego piętra)? Jak zsynchronizować wszystkich uczestników biorących udział  w przeprowadzce? Przecież ja będę w pracy…





To wszystko spędzało mi sen z powiek kilka dni wcześniej.

Zadzwoniłam do znajomego – zgodził się przewieźć MM. Mąż załatwił kolegę, który miał pomóc przy przeprowadzce – sprawa wisiała na włosku – zarówno mój syn, jak i mąż mają problemy z narządami ruchu. Chyba taki ich genetyczny „urok”. Ani jeden, ani drugi nie może dźwigać.

Z braku innych „chętnych”, oprócz kolegi męża, w przeprowadzce uczestniczyli wszyscy – Młoda, mój syn, mąż, kolega męża i…moja mama, energiczna kobieta, która miała ustawić całe towarzystwo.

Znoszenie klamorów z czwartego piętra, to nie bagatela. 
Nosił nawet kierowca furgonetki. 





Niby zwykła przeprowadzka, ale wymagająca nakładu sił fizycznych i…kasy – trzeba było przecież zapłacić kierowcy samochodu i koledze męża.

Tym zajęły się dzieci.

Na szczęście.

MM z braku stałej pracy, jest mi dłużna coraz więcej pieniędzy.





I wszystko zakończyłoby się prawie sielsko-anielsko, gdyby…

Kilka dni później, gdy MM poszła zmienić meldunek:

- Ariadna, nie mogę tam mieszkać – w telefonie słyszę głos MM.

- Dlaczego? – już się spinam. Tkwię tygodniami na Internecie i szukam albo pracy, albo mieszkania dla MM i siłą rzeczy czuję się już zmęczona tą nierówną walką – chciałabym się w końcu zająć swoim życiem, a nie cały czas niańczyć MM.

Też przeszłam sporo w życiu, a kiedy mogłabym spokojnie pożyć, generują się następne problemy. Nawet empatia ma swój kres…





- Dlaczego nie możesz mieszkać? – powtarzam.

- Bo nie leci mi czas oczekiwania na mieszkanie z urzędu miasta – odpowiada – Kobieta z urzędu chciała stargać wniosek, który dotyczył aktualnego czasu oczekiwania czyli ostatniego roku. Powstrzymałam ją. Jednak musiała wypisać oświadczenie, że znajdę mieszkanie do kwietnia. Czynszowe.

- Dlaczego? – dalej nie wierzę temu, co mi powiedziała.

- Wynajmuję teraz od prywaciarza i miasto nie zarabia.





Nie będę tu pisać steku przekleństw, które musiała wysłuchać MM.

Faktem jest, że zmusza się kobietę bez pracy i mieszkania do wynajmowania czynszowego lokum, bez stuprocentowej gwarancji, że po tych pięciu latach czekania, otrzyma mieszkanie.

I nikt nie pomoże, a minął dopiero rok.





MM była dwa dni w pracy, której pracodawca ogłasza się co kilka dni, że szuka pracowników. Najchętniej z grupą. MM spełnia te wymagania.

Po dwóch dniach poinformowano MM, żeby czekała na telefon, a pracodawca w zasadzie ma pracowników. Przynajmniej na razie.

I tyle.





Bez mieszkania, choć na razie mieszka.

I dalej bez pracy.

O pieniądzach nie wspominając…


 Zdjęcie pochodzi z darmowej strony www.pixabay

niedziela, 7 stycznia 2018

O co tu chodzi czyli to jakaś ściema...

Wbrew pozorom nie ma tak dużo mieszkań, które można wynająć w rozsądnej cenie. Paradoksalnie wynajęcie pokoju kosztuje tyle, co całego mieszkania, bo i tej deski ratunku się uchwyciłam. Myliłam się. Koszty są porównywalne.



Nie liczę już ilości dni, które spędziłam na wyszukiwaniu lokum dla Mamy Młodej.

"Letnia akcja" ” poszukiwania mieszkania zakończyła się powodzeniem. Najemcą okazał się dawny znajomy, ale jak to w życiu bywa, szczerość nie zawsze się opłaca. Mama Młodej wygadała się, że straciła pracę. Wciąż była jeszcze wypłacalna w ramach należnej kwoty, ale zasygnalizowała, że to się może zmienić.

- Po co? – ja się pytam. Niektórzy dużo dłużej niż inni muszą uczyć się rozumu.



- Właściciel napisał, żebym szukała mieszkania – w telefonie ujrzałam SMS-a od Mamy Młodej. Zagotowało mi się.

- Sama jesteś sobie winna. Nie trzeba było tyle gadać. Teraz masz! – zareagowałam.

Właściwie to… ja mam. 
Mama Młodej (będę ją nazywać MM, żeby było krócej i prościej) nie znajdzie sama, bo jak? Nie jest „internetowa”.

Podejrzewam, że mój dawny znajomy wystraszył się tego, że MM została bez pracy, a on sam nie otrzyma pieniędzy za lokal. Czy naprawdę chce tam ulokować kogoś ze swojej rodziny, czy to tylko ściema? To już nieistotne – MM podpisała z dniem 15 stycznia wypowiedzenie umowy. 
Paradoks. Kiedy znalazła pracę, kazano jej opuścić mieszkanie.

Zżymam się na tę jej dziecięcą ufność, ale…chciała być szczera z właścicielem mieszkania.

Wyszło jak zawsze.



Szukałam i szukałam tego mieszkania.

Znalazłam kilka miejsc, które teoretycznie były na kieszeń osoby nie zarabiającej dużych pieniędzy. Zresztą w sytuacji, w której znalazła się MM wszystkie mieszkania są drogie!

Prawda jest taka, że ją W OGÓLE nie stać na "wynajemkę"!
Pod mostem nie może mieszkać i to też jest niezaprzeczalny fakt.

Szukałam, dałam MM namiary i telefony do osób, które zamieściły ogłoszenia o wynajmie kawalerek. 

W swoich poszukiwaniach natrafiłam na pana M., który zamieścił na OLX dość interesującą ofertę. Mieszkanie było w bliskiej odległości, gdzie jeszcze mieszka MM, więc z przeprowadzką nie byłoby problemu. Do tego bardzo fajna lokalizacja – praktycznie centrum miasta.

MM skontaktowała się z panem M.

- Co wskórałaś? – zapytałam przez telefon.

- Dziwny jakiś. Wypytywał, kto będzie mieszkał, a potem kazał dzwonić po południu. Pytałam, gdzie to mieszkanie, ale nie chciał podać adresu.

- Więc dzwoń. Zobaczymy co z tego wyniknie…

Kilka godzin później MM zdawała relację:

- Nie odbiera. Załącza się poczta głosowa.

- Spróbuj za jakiś czas – poradziłam.

MM próbowała, ale niezmiennie załączała się poczta.



Opowiedziałam sytuację mężowi.

- Koleś kogoś szuka, tylko kogo? Niby odbiera, wypytuje, ale potem już nie odbiera.



Dziś postanowiłam spróbować wybadać właściciela mieszkania. Ilość wyświetleń kilka razy zamieszczonego na OLX ogłoszenia była ogromna – przewyższała wyświetlenia innych ofert.

Powód prosty – w miarę niska cena wynajmu kawalerki i lokalizacja – każdy woli w mieście.

- Witam. Czy to ogłoszenie o wynajmie mieszkania jest aktualne?

- Wie pani co? Ktoś miał przyjść podpisać umowę, ale nie przyszedł. W takim układzie oczywiście jest aktualne.

- Można obejrzeć to mieszkanie? – pytam.

- Nie ma problemu. Kto będzie w nim mieszkał?

Załączyła mi się lampka. Tok przebiegu rozmowy był taki sam, jak w przypadku MM.

- Nie ja… - przeciągnęłam wyrazy.

Jak ty się ze mną bawisz, to i ja z tobą trochę mogę.

Zaśmiał się.

Kokieteria w jego głosie była aż nazbyt wyczuwalna. Oceniłam go na jakieś 25-30 lat.

- Nie ja – powtórzyłam – Kobieta, przed 50-tką. Ja jestem tylko pośrednikiem. A gdzie dokładnie jest to mieszkanie?

- Jak pani zadzwoni po południu, to powiem i będzie można oglądnąć.

Czyli skończyliśmy w tym samym zaułku, co MM – wypytywanie, gra na zwłokę i…właśnie. Co dalej? Czy skończymy tak, że on włączy „na mnie” pocztę?

- Dobrze, zadzwonię po południu.



Jestem po telefonie do pana M.

Pomimo kilkukrotnego wybierania numeru i chwili oczekiwania, za każdym razem wysłuchuję: „nagraj wiadomość”. 


O co w tym wszystkim może chodzić?

Jakieś pomysły? 


 Zdjęcie pochodzi z darmowej strony pixabay





czwartek, 4 stycznia 2018

O pewnym nałogu słów kilka



Chcecie wiedzieć, jak wygląda mój wieczór po popołudniowej zmianie w pracy?

Codziennie tak samo, jeśli na drugi dzień mam na rano.