niedziela, 17 maja 2020

Jak zmienia się świat czyli to, co nigdy mnie nie dziwiło, teraz zastanawia


     Po operacji nogi miałam mnóstwo czasu, żeby zaszyć się w domowych pieleszach i oddać ulubionemu zajęciu czyli czytaniu. Zdarzało się, że zanim mąż przybył z nowymi pozycjami do czytania, próbowałam oszukać upływ czasu, wynajdując sobie inne zajęcia. I tak wpadłam na film „Marley i ja”, historię zwariowanego psa, który istniał naprawdę.

Od filmu do książki (polecam obie opcje, choć książka jak zwykle wnosi o niebo więcej informacji) i tak poznałam autora tej pozycji, Johna Grogana. Był redaktorem i w zasadzie nie zajmował się pisaniem książek, oprócz dwóch: tej o psie i o swoim dzieciństwie, i sile, jaką daje rodzina.

Książkę o psie wypożyczyłam, natomiast w mojej bibliotece nie było drugiej pozycji, więc kupiłam za śmiesznie małą kwotę na allegro. 








Pomyślałam, że przeczytam i oddam do biblioteki, ku uciesze innych czytelników. Książka dotarła do mnie bardzo szybko i ….zaległa na jednej z półek, czekając na „lepsze czasy”, kiedy będę miała czas, by ją przeczytać.

Książki wypożyczane na bieżąco, były ważniejsze – wszak tu goniły terminy.

Zamknięcie biblioteki z powodu koronawirusa, było taką „czarną godziną”. Sięgnęłam w końcu po coś, na co tak długo nie miałam czasu.

Nie będę pisać jak wyglądało życie Grogana. Jeśli macie ochotę je poznać, zagłębcie się w lekturę. Chodzi o coś innego. O coś, nad czym ja, praktykująca (kiedyś) katoliczka, nigdy się nie zagłębiałam i nad czym nie rozmyślałam. Nadeszły jednak tak specyficzne czasy, iż znaleziony w książce fragment, na dłużej przykuł moją uwagę.

Przeczytajcie sami (tekst do kwiatka):














Jako dziecko bezapelacyjnie i naiwnie wierzyłam we wszystko to, co głosiła nasza katechetka. Może była na tyle charyzmatyczna, że dzieci uwierzyły, iż za wpisanie imienia i nazwiska w książeczce do I komunii świętej, należy księdza pocałować w rękę.
Nikomu nie przyszło do głowy, żeby wyłamać się z tej zasady. W tamtych czasach, gdyby trafiło się na księdza, który wykorzysta naiwność dzieci, pewnie by się tak stało. Na szczęście wtedy, nie słyszało się o wykorzystywaniu dzieci, a może po prostu dobrze zamiatało temat pod dywan.



W zacytowanym przeze mnie fragmencie książki, autor zastanawia się nad zdrowotną stroną rozdawania komunii. Czy przyjmując ją, zastanawialiście się kiedykolwiek, że chory ksiądz może w ten sposób zarazić rzeszę wiernych? Ja nigdy.

A Wy? 





Pozdrawiam. A skąd? Już Was prowadzę😎









47 komentarzy:

  1. Jako dziecko też się nad tym nie zastanawiałam, podobnie jak większość wiernych pewnie.
    Nie musi zresztą dotykać warg, może roznosić zarazki przez podawanie do ręki...nie wiadomo, czego dotykał wcześniej...
    Mam nadzieję, że z nogą już dobrze?

    OdpowiedzUsuń
  2. Z nogą? Noga to już wspomnienie ;) To było rok temu. Czekam na drugą operację, na drugą nogę. Mam już wyznaczony termin, ale z racji wirusa, dojdzie do niezłej "obsuwy" terminów.
    Faktem jest, że podziwiam osoby, które dla wyglądu poddają się operacjom. Raz, że w razie zmiany pogody, czuje się ból w operowanej części. Dwa, to fakt, że operowana część ciała, nie ma takiego czucia jak przed operacją. Sprawia wrażenie "martwej".

    Kiedy obserwuję aktualnie tę całą otoczkę związaną ze zwiększoną higieną rąk, zauważam też, iż ludzie mniej chorują. Praktycznie w ogóle. Sporadycznie ktoś kupuje saszetki na przeziębienie. Syropy w ogóle się nie sprzedają.
    Czy to wynik izolacji społecznej, ograniczenia wychodzenia dzieci, czy wzmożonej higieny otoczenia i nas samych?
    Choroby szerzone drogą kropelkową, rzadko mają miejsce. Ból gardła pacjenta, to prawie ewenement.
    Przestaliśmy chorować? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej leczymy się na własną rękę...apteki u nas pełne, ale być może zwykłe infekcje umrą śmiercią naturalną, ile razy psioczyłam na chorych uczniów w szkole lub chore koleżanki, które roznosiły zarazki.

      Usuń
    2. A teraz mało kto choruje ;)
      Apteki są u Was dalej pełne? Naprawdę? To chyba jest w tym kontekście jakaś regionalizacja ;)
      Już słyszeliśmy o zamykaniu niektórych.

      Usuń
  3. Przeczytałam ten fragment. A fuj, to obrzydliwe:)! Wcale się nie dziwię, że niektórzy walczą o komunie do ręki, choć to niewiele zmienia.
    A że ludzie mniej kupują leków? To oznacza, że poprzednio kupowali stanowczo za dużo, bez potrzeby. Teraz boją się biegać po aptekach, to nie kupują, jak widać nie są im potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dalej potrafią kupować głupotki, ale kupujących jest mniej.
      Zdecydowanie mniej.
      W Polsce ludzie zażywają sporo suplementów. Praktycznie na wszystko. Koronawirus trochę ostudził te przyzwyczajenia.
      Zapewne odpadli nam też klienci, którym spadły dochody. Wiele osób wciąż nie pracuje. Pracujący dokładają do wszystkiego - do plusów i do osób, które nie pracują z racji ograniczeń związanych z wirusem. Wciąż się zastanawiam, ile to nasze państwo/obywatele jeszcze udźwigną. Drukowanie pieniędzy nie uratuje sytuacji, lecz pogłębi gospodarczy kryzys. To jest powód do zmartwień....

      Usuń
  4. Jeżeli poddałaś się operacji nogi i czekasz na następną, to znaczy, że była ona niezbędna. Ja do 18 roku życia przeszłam 8 operacji i wiem, że dzięki nim zaczęłam chodzić w wieku 5 lat i trwało to 55 lat. Najwięcej leków kupowali zawsze chyba ludzie starsi, a przy wzrastającej drożyźnie i mimo wszystko niskich dochodach oszczędzają na lekach, bo jednak opłaty są ważniejsze.Pozdrawiam serdecznie i uważaj na siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To byś się zdziwiła. Stałe leki - fakt, sporo kupowali ich starsi. Młodsi nastawieni byli na suplementację. I to w ogromnych ilościach.


      Musiałam iść na tę operację. Nie było wyjścia. To było moje pierwsze L4 od kilkunastu lat. Przez ten czas nie opuściłam w pracy żadnego dnia ;)
      Iwonko, pamiętam o Twoich problemach z chodzeniem. Życzę Ci dużo siły i zdrowia :)

      Usuń
  5. Znajomy ksiądz skarżył się, że po każdym rozdawaniu komunii, na palcach zostają mu kolorowe ślady szminek. To mówi samo za siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A fujjjjjjjjjjj. No sama widzisz.....

      Usuń
    2. Ano widzę. Nie wiadomo, ile osób obliże księdzu paluchy, zanim hostia trafi do kolejnych ust.

      Usuń
    3. Okropność..... :(

      Usuń
  6. W pięknym miejscu jesteś.

    Kiedy byłam dzieckiem ksiądz był dla mnie ja Bóg. Rozumiem ludzi którzy maja tak wielkie niezaspokojone potrzeby duchowe, że wierzą w to, że ręce księdza są "czyste".
    Na szczęście ja już do nich nie należę. Sama wzięłam sprawy w swoje ręce w kwestii poznania Boga i nawiązania z nim więzi.

    W pracy dostrzegam,że wielu ludzi ozdrowiało. Już nie lecą z byle krostką lub bolącym paluszkiem na dyżur. Jednak trochę się przejęli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To piękne miejsce to moja altanka :)

      Też masz takie spostrzeżenia, że mniej ludzi nas odwiedza? Czasem naprawdę można było się załamać, z jak błahymi problemami można latać po lekarzach ;) Zresztą na pewno znasz to z autopsji ;)

      Usuń
    2. Ja pracuję przy szpitalu. Przychodnie, dyżury świąteczne i nocne. I nagle wszyscy zdrowi. No prawie... :)

      Usuń
    3. To, że nie macie pacjentów, zapewne też wynika z tego, że lekarze przyjmują przede wszystkim na telefon ;)
      Jest to równoznaczne z tym, że pacjent niekoniecznie musi trafić akurat do Waszej apteki. Trochę jednak tych aptek jest.... ;)

      Usuń
  7. Jako dziecko nigdy, ale teraz już tak. Czasami zdarza mnie iść do spowiedzi i wiesz co Ariadno stuły nie całuję, jedynie pochylę się nad nią.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli zdarzy mi się pójść do spowiedzi, tak samo się zachowuję.
    Człowiek z biegiem lat zmienia nastawienie do pewnych rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. 1. Miejscówka idealna !!
    2. Jako dziecię uzyskałam informacje, że ksiądz korzysta z domu publicznego, a w okolicznym klasztorze bywają zakonnice w ciąży...;o)
    3. Mój Bóg mieszka wszędzie: w ogrodzie, w lesie, nad jeziorem i na szczycie góry, nie potrzebuje "baraku" ze złoceniami...Wie kiedy coś "zmaluję" i czy tego żałuję...A kiedy jestem szczęśliwa dziękuję Mu nieustannie...Pośredników nie akceptuję...;o)
    4. Kiedy Ludzie zrozumieją, że to wszystko jest wymysłem poprzednich pokoleń, nastąpi wielkie BUMMM !! ;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, że nastąpi wielkie buuuum? Mnie się nie wydaje ;) Religia jest obecna w życiu człowieka od pokoleń.

      Dobrze, że wiesz czego chcesz :)

      Książka, o której Wam wspomniałam ukazuje właśnie rozterki dzieci, które poszły swoją drogą, odwracając się od Boga, w konfrontacji pokładanych w nich nadziei rodziców katolików. Na tej linii dzieci oszukują, albo motają się, nie mogąc poradzić sobie z oznajmieniem rodzicom prawdy o swojej niewierze w Boga. Rodzicie z kolei nie wyobrażają sobie, żeby ich dzieci i ich rodziny, przestały być praktykującymi wiernymi. Te tarcia rodziców i dzieci trwają całe życie....

      Zdrówka Gordyjko.
      Cenię Cię za szczerość. To u mnie jest najwyżej w cenie :)

      Usuń
  10. Proszę o więcej Twojego arboretum!!

    I Komunia ,zaraz po I Komunii Misje Święte na których nie dostałem rozgrzeszenia za moje grzechy:)
    Od tamtego dnia...
    Moja Wiara
    Moja wiara-las wielki żywicą pachnący,
    Wianki kwietne splecione na dziewczęcych skroniach.
    Moja wiara to piękno Święta Równonocy,
    Niezmierzoność Wszechświata-taniec mgieł na błoniach.

    Moja duma-śpiew dziecka w polskiej brzmiącej mowie,
    Mogił srogie milczenie i Praojców czyny.
    Moja siła-blask Słońca,słowiańska zadruga,
    Moje serce-krwawiąca czerwień jarzębiny.

    Moje życie-to walka,to zakorzenienie,
    To tęsknota za krajem znanym z legend starych,
    To cieknący przez palce bezlitosny czas.

    Mój testament-moc słowa,chwilowość,wieczystość.
    Pomruk burzy niosący się przez ciemne jary,
    I pachnący żywicą,nieskończony las.
    /Wojciech Świętobor Mytnik/

    Zapraszam w maju do raju, teraz kwitną tysiące azalii i rododendronów i coś można dokupić do swojego arboretum.
    https://www.youtube.com/watch?v=d5BYgOsHWnM
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie się nie zdarzyło nie dostać rozgrzeszenia, za to zdarzyło mi się coś innego. Ksiądz zbagatelizował pewien grzech (w moich oczach dość ciężki), uwypuklając (banalne dla mnie) nieuczestniczenie (duchowe) we mszy świętej. Po prostu uważałam, że skoro znalazłam się na mszy i rozpraszało mnie coś innego, to pewnie nie było to adekwatne do miejsca, w którym się znalazłam. Na szali postawiłam dwie rzeczy - grzech ciężki i lekki (znajomość przykazań pozwoliła mi zdefiniować kategorię grzechu). Ksiądz rozgadał się nad lekkim, ciężki zupełnie zbagatelizował, jakby go nie było.
    Odpuszczenie grzechów, rozgrzeszenie jest dla mnie sytuacją subiektywną, postrzeganą oczami innego grzesznika. Ksiądz przecież też grzeszy. Dlatego nie przejmowałabym się takimi rzeczami. Jeden ksiądz rozgrzeszy dany czyn, inny nie.

    Arboretum pewnie nieraz jeszcze pokażę :)
    Wbrew pozorom azalie i rododendrony to bardzo kapryśne rośliny ;) Na mnie się już nieraz obraziły.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja ostatnio robiłam porządek w biblioteczce :) jeszcze mam parę książek do czytania na teraz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nie. Podobno do naszej biblioteki ustawiają się długie ogonki czekających, żeby móc oddać książki. Na razie nie ma możliwości wypożyczenia nowych pozycji. Przynajmniej tak było na początku tygodnia.
      Nie bawię się w stanie w tłumach, więc poczekam na rozwój sytuacji ;)

      Usuń
  13. U mnie nigdy nie było takiego zwyczaju, żeby całować księdza po rękach tym bardziej na komunii. Owszem były jakieś wierszyki mówione w stronę księże, jednakże nic więcej. Przeczytałam ten tekst do kwiatka i troszkę to odrażające, ale nie przeczę, że tak nie jest. Wszystko zależy od tego jak Hostia jest podawana. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doris, kiedy to było na komunii....
      Sytuacja rozegrała się w salce katechetycznej. Przyszedł do niej ksiądz, a my uczestniczyliśmy w sfingowanych próbach pierwszej spowiedzi. Katechetka "była" księdzem w tych próbach. Kiedy przyszedł ksiądz, próby przerwano. Ksiądz miał artystyczne pismo z zawijasami. Przyszedł, żeby nam opisać nasze książeczki - imieniem i nazwiskiem. I za ten wpis do książeczki, katechetka chciała, żeby każdy, komu ksiądz już podpisał książeczkę, pocałował księdza w rękę. Po prostu zamiast zwykłego podziękowania, trzeba było go pocałować w rękę. Tak to wyglądało....
      Katechetka była osobą z powołania i naprawdę była lubiana. Natomiast to jej zachowanie wtedy, było nadinterpretacją rzeczywistości. Wystarczyło zwykłe "dziękuję".

      Usuń
    2. No i zjadłam jeden istotny wyraz na samym początku wypowiedzi. Napiszę jeszcze raz: "kiedy to NIE było na komunii" ;)

      Usuń
  14. Witam.
    Jakoś nigdy mi nie było po drodze z księżmi i kościołem, a już pocałować go w rękę... Koniec świata.
    Mam kolegę księdza i dla odmiany lubię zwiedzać stare, skromne kościoły. Najleszcze te romańskie i gotyckie. Gdy kiedyś pracowałem jako renowator zabytków, to zabezpieczałem kościół romańsko-gotycki w naszym mieście. Teraz jest piękną trwałą ruiną.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie kiedyś było po drodze, a potem przestało. Jednak zanim doszło do rozjazdu w moim życiu, trochę czasu minęło.
      Po prostu otworzyły mi się oczy i od tamtej pory uważam, że o dobroci człowieka decydują zupełnie inne rzeczy, nie związane z uczestniczeniem (lub nie) w życiu kościoła...

      Ruina kojarzy mi się jednak z ogromnym stopniem zniszczenia. Pozwolono na to? A może ja nie znam renowacyjnego nazewnictwa i błędnie odczytuję to, co napisałeś? ;)

      Usuń
  15. Księdzem się nie przejmuję, bo on do zbawienia nie jest potrzebny. U nas wierzy się w księży i w głupoty, które czasem głoszą, a tymczasem o samym Bogu zapominają...
    Rododendrony - azalie miałam, powoli eliminuję, bo albo przemarzają, albo nie kwitną.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje azalie kwitły do tej pory, choć faktycznie okaz ze zdjęcia, kupiłam od sąsiada 25 lat temu. Prowadził kiedyś taką mini szklarnię. Sam prowadził te rośliny, więc kwiaty w porównaniu z ogrodniczymi, są mniejsze, ale roślina jest bardziej wytrzymała na szkodniki, choroby, suszę i mrozy. Nigdy mnie nie zawiodła. Zawsze jest piękna.
      W zeszłym roku doszło nie tylko do masowego ataku na bukszpany (motylica), ale też na azalie. Krzewy jakby zastygły w rośnięciu. Opanował ich jakiś dziwny szkodnik. Parę mi wtedy padło....

      Ksiądz, jak ksiądz - jeden jest naprawdę z powołania, a drugi...piernik wie, czego szuka dla siebie w stanie duchownym. Zupełnie się do tego nie nadaje....

      Usuń
  16. Gdy byłam dzieckiem nie zastanawiałam się nad komunią, nad moczeniem rąk w kropielnicy,czy spowiedzią. Obecnie do kościoła chodzę rzadko i nie spowiadam się, więc do komunii nie przystępuję. W dobie coronowirusa przyjmowanie sakramentów jest niebezpieczne.
    Piękną nasz azalię, moje trochę przemarzły.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy jest się dzieckiem, wiele rzeczy przyjmuje się za pewnik. Z czasem, w miarę nabierania życiowego doświadczenia, człowiek zaczyna zmieniać poglądy ;)

      Azalia powoli przekwita :)

      Usuń
  17. Ale masz piękne sąsiedztwo:)
    Od wielu lat nie chodzę do spowiedzi i komunii, a do kościoła sporadycznie. Bóg jest dla mnie stuprocentowy i jest zawsze i wszędzie dostępny, to tylko ode mnie zależy czy chcę się na Niego otworzyć. Ksiądz w roli pośrednika nie załatwi nam nieba.
    Pozdrawiam Ariadno:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie samo zdanie. Nie latanie do kościoła, lecz czyny ;)

      Serdeczności dla Ciebie :)

      Usuń
  18. Piękne miejsce na zdjęciach :-) Zaciekawiłaś mnie książkami, bo szukam lektury, nowych autorów, muszę zobaczyć, czy moja biblioteka dysponuje książkami tego autora
    Chyba jednak ludzie zastanawiają się nad komunią - od kilkunastu lat słyszę dyskusje na temat podawania hostii na rękę. Z drugiej strony obawiam się, że trochę popadamy w paranoję - za chwilę nikomu nie podamy ręki na powitanie, posiłki będziemy spożywać w rękawiczkach, bo nie wiadomo, kto dotykał przed nami, nie mówiąc o całowaniu czy jakimkolwiek dotykaniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy podawanie hostii na rękę coś zmieni? Dla mnie w zasadzie nic. Osobiście (i bez koronawirusa), myłam ręce bardzo często. Nigdy niczego nie zjadłam bez wcześniejszego umycia rąk. Dlatego ten sposób nie dla mnie.

      Osobiście nie popadam w paranoję. Zdarzyło mi się spotykać z zupełnie obcymi ludźmi (u mnie przed domem) i żegnać się (lub witać) z pomocą typowego uścisku dłoni. Zawsze przecież mogę je umyć w domu, prawda? (lub odkazić, jeśli nie mam możliwości ich umycia) ;)
      Dla mnie chodzenie w rękawiczkach nie ma sensu. Trzeba by je albo co chwilę zmieniać (jak maseczki jednorazówki), albo odkażać. Ludziom się wydaje, że jak ubiorą rękawiczki, są bardziej bezpieczni. Nic bardziej mylnego. Trzeba by zachować przez cały czas ich sterylny stan, a to raczej niemożliwe....

      Usuń
  19. Od początku kwarantanny zrezygnowałam z przyjmowania komunii i decydowałam się na komunię duchową - dziś poszłam do "normalnej" komunii pierwszy raz. Z obawami. Generalnie nie tylko odmienianą przez wszystkie przypadku chorobą można by się w ten sposób zarazić w sumie...

    OdpowiedzUsuń
  20. Mi również czas kwarantanny sprzyja pod względem czytelniczym. Nigdy nie sądziłam, że uda mi się pochłonąć te wszystkie lektury, które tłoczyły i tak naprawde wciąż tłoczą się w kolejce...
    Przyznam, że nigdy się nie zastanawiałam się nad kwestią higieny przy udzielaniu komunii świętej. Przestałam praktykować dość wcześnie. Muszę jeszcze dodać, że zdjęcie z laptopem i wodą mineralną cudowne. Chciałabym mieć taką swoją jaskinię w drewnianej chatce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskinia fajna. Tylko szczurowi też się spodobała. Obawiam się, żeby rodziny mi nie sprowadził :(

      Usuń
  21. Jako dziecko nie zastanawiałam się nad takimi rzeczami, ale teraz myślę, że to szalenie niehigieniczne, podobnie jak maczanie rąk w wodzie z zarazkami na wejściu. Z tych wszystkich kościelnych spraw w pierwszej kolejnosci zaczęłam kwestionować sens spowiedzi - A mianowicie, po co mam opowiadac jakiemuś obcemu facetowi o czymś, co Bóg (wtedy jeszcze zakładałam, ze istnieje) i tak wie?
    P.s piękne kwiaty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ksiądz też istota grzeszna. Często nawet bardziej niż przeciętny Kowalski.
      Kwiaty już powoli opadają.

      Usuń
  22. Kościół powinien dostosować się do wymogów Sanepidu bo przecież tam też chodzą osoby starsze, trzymam mocno kciuki za Twoją operację nogi... ciepło pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsza operacja odbyła się ponad rok temu. Druga dopiero się odbędzie. Przez wirusa nie wiadomo kiedy...

      Usuń
  23. Mam nadzieję, że wszystko zdrowotnie się ułoży u Ciebie.

    Co do kwestii związanych z mszą, to od liceum one mnie nie dotyczą. Dlatego też niespecjalnie zastanawiałem się nad komunią czy podobnymi sprawami.

    Racja, czytając tylko jeden czy dwa tomy nie pozna się wszystkich elementów opowieści. Tylko w całości ta historia wybrzmi.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  24. Akurat te dwie historie raczej nie są ze sobą powiązane. Faktem jest, że podobała mi się jedna i druga opowieść :)

    OdpowiedzUsuń